wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział I

Rozdział poprawiony przez moją betę dusia2191. Dziękuję Ci kochana :) No, to życzę miłej lektury. PS. Jest to blog o pairingu Hermiona/postać niekanoniczna.
_________________________________¬
Niedzielę, jak zawsze Harry spędzał z rodziną, jednak tego dnia przypominał cień swojego dawnego siebie i siedząc samotnie przy kominku w zniecierpliwieniu czekał na ważną wiadomość. Był aurorem, niedługo miał dostać awans i zostać Szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, jednak w obecnej sytuacji nie miał nastroju do świętowania. Nagle w kominku pojawiła się głowa jego kolegi z pracy, który nawet nie zdążył wypowiedzieć ani słowa, bo były gryfon go wyprzedził.
- I co, znalazła się?
- Tak… Siedzi w salonie, nie pozwala się nikomu do siebie zbliżyć. Cały czarodziejski świat stanął na głowie żeby ją odnaleźć, a ona nic sobie z tego nie robi. Rzuca zaklęciami na prawo i lewo jak wariatka, zrób coś z tym w końcu.
- Adres?
- Brest, Delves Way 13
Harry szybko zgarnął w garść proszek fiu, gdy znalazł się już na miejscu niepewnie wszedł do salonu spowitego mrokiem. Jedynym światłem wpadającym do pomieszczenia były smugi blasku księżyca, przebijające się przez postrzępioną zasłonę.
- Hermiona? – zaczął Harry niepewnie.
Siedziała tam, wpatrzona w wygasły już kominek.
- Hermiona! – rozpromienił się Harry – Jesteś w końcu! Brrrr…. Jak tu zimno!
Podbiegł szybko do kominka i zaczął go rozpalać ręcznie- ten stary nawyk został mu jeszcze z czasów, kiedy mieszkał z mugolami, wszystkie obowiązki domowe miał zwyczaj robić tak jak oni.
- Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy? – kontynuował, zajmując się swoja czynnością. – Ginny, Ron, państwo Weasley, no i oczywiście ja.– nie słysząc żadnej odpowiedzi zaniepokojony odwrócił się powoli, na jego twarzy zagościło przerażenie. - Hermiono? -  Z radosnej i okrąglutkiej, aczkolwiek zgrabnej dziewczyny, jego przyjaciółka zmieniła się w szczupłą i zmęczoną kobietę. Jej skóra była blada, miała usta pomalowane krwistą czerwienią, co było kompletnie nie w jej stylu. Nieposkromione włosy teraz dodawały jej uroku, a bordowa suknia wdzięku. Mimo swej powabności siedziała skulona na fotelu i trzymała się za bok jedną ręką. Niczego nieświadomy chłopiec-który-przeżył-po-raz-kolejny wypalił:
- Wow! Zmieniłaś się! Ginny cię nie pozna. Daj się przytulić. Witaj z powrotem! – W miarę gdy się zbliżał, zwalniał tempo. Dziewczyna była wycieńczona, przymkneła oczy ze zmęczenia i ciężko oddychała. Dostrzegł w dłoni Granger szklankę wypełnioną w połowie Ognistą Whisky.
- Mionka? Mionka?! Hermiona!!! – potrząsnął ramieniem dziewczyny. Szklanka wypadła jej z ręki, i odbiła się z głuchym brzdękiem o wypłowiały już dywan. Jednak alkohol wylał się na skrytą pod ręką ranę, syknęła i z wielkim trudem spojrzała się na przybyłego gościa i wychrypiała:
- Harrry cz-czy t-to t-ty? – na jej twarzy zarysował się ledwo widoczny uśmiech
- Tak, to ja.
- T-tak s-się cie-ciesze. N-n-nawet nie wiesz…. Ekhy, ekhy… Jak b-barrrdzo.
- Jesteś pijana, Hermi! Nie poznaję cie! Jąkasz się, zupełnie jak Quirrell kiedy się podzielił rozumkiem z Voldziem.
- He, he… heee - wciągneła z trudem powietrze – Harry, nie masz n-nic prze-przeciwbólowego.?
- Co?! Co ci jest? – Harry przyłożył rękę do szyi dziewczyny, by wyczuć puls.
– Jesteś cała zimna i twój puls jest ledwie wyczuwalny.
- Harr-r-ry…
- Co do cholery?!
- Harr-r-r-y… - głowa Hermiony opadła w dół.
- O matko!!! - Brunet teraz zauważył, że jego przyjaciółka jest ranna, a cały jej strój był wręcz przesiąknięty krwią - Hermi! Nie zasypiaj! Już idziemy do szpitala!
Właśnie wtedy dziewczyna straciła przytomność, a Harry wziął ją na ręce i deportował się do św. Munga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią!:)