Hermi właśnie myślała o ucieczce, jednak nie miała tyle sił i różdżki. Cała rostrzęsiona usiadła na posadzce. Ktoś wszedł do pokoju.
„Znowu Greyback” pomyślała, wpadając w rozpacz. Po chwili zdała sobie sprawę, że ktoś kogoś za sobą ciągnie. Kiedy uświadomiła sobie, że to Narcyza, prowadzona przez Lucjusza oraz wilkołak, mrugnęła kilka razy, nie wierząc w to widzi.
Greyback skierował w jej stronę różczkę- Petrificus Totalus. Widzimy się ponownie Granger. Lubię cię często nękać - nie słuchała jego wywodów, zaciekawiła ją osoba kryjącą się za jego plecami. Szaty Narcyzy wisiały na niej, chociaż wcześniej i tak była szczupła. Nadal jednak miała urodę greckiej bogini.
- Postanowiłem pokazać Ci przedsmak jutrzejszej zabawy - Narcyza stała dumna, jednak było jej wstyd, nie chciała uprawiać seksu z kimś kto jej nie kocha, nie zna, jeszcze na dodatek, na oczach 19- sto letniej dziewczynki. Czuła się upokorzona. Czuła się brudna, pozwoliła sobie na płacz, jej twarz przecież zasłaniały długie, piękne i proste blond włosy.
-Lucjuszu proszę.
- Za niewierność trzeba płacić.- pchnął ją brutalnie na Fenrira, a sam rozsiadł się na wyczarowanym przez siebie zgniłozielonym fotelu.
-Lucjuszu proszę.
- Za niewierność trzeba płacić.- pchnął ją brutalnie na Fenrira, a sam rozsiadł się na wyczarowanym przez siebie zgniłozielonym fotelu.
Hermiona, która pomyślała, że obojgu mężczyznom się to podoba, zobaczyła błękitne oczy Narcyzy, które przepełnione były bólem, smutkiem i współczuciem. Greyback złapał Narcyzę za szyję i przygwoździł do ściany lochu podnosząc ją, Narcyza nie mogła się uwolnić, był dla niej za silny, wołała po imieniu Lucjusza raz za razem, lecz ten po prostu się śmiał. Greyback podwinął długą błękitną suknię Narcyzy, brutalnie rozsunął jej nogi i wszedł w nią z całej siły. Łzy Narcyzy zalewały jej twarz, dumna dama, którą Hermiona widziała po raz pierwszy na peronie ekspres Hogwart zniknęła, została tylko bezbronna, wychudzona i wykorzystywana kobieta. Gryfonka była na tyle bystra by wiedzieć, że to nie był pierwszy raz, spuściła wzrok. Wtedy Hermiona zrozumiała co ją czeka, jaką zabawę ma odbyć z wilkołakiem. Lucjusz widząc to podbiegł do niej i złapał za włosy by unieść jej głowę. - Patrz! Patrz! Pomyśl jutro będzie pełnia, Fenrir kocha rżnąć w formie wilkołaczej, pamięta wszystko- przeraziła się nie na żarty, modliła się, by ktoś z zakonu przyszedł po nią.
Greyback wchodził w Narcyzę i wychodził z niej gwałtownymi ruchami obrzydliwie przy tym sapiąc i jęcząc, matka Draco nie próbowała się już wyrywać, ucichła, nie mając już siły oplotła go nogami w pasie i przerzuciła ręce na jego kark, poddała się jego woli. Była jak marionetka, tylko czasem popiskiwała kiedy gryzł ją w okolicy dekoldu i szyji. Kiedy było po wszystkim, a Greyback zapiął rozporek, Narcyza osunęła się po ścianie krwawiąc, kiedy wyłapała wzrok Granger, ze wstydem natychmiast poprawiła sukienkę, która była ubabrana w jej krwii. - Ubierz Granger na jutro tak jak lubię, niech mnie podnieci! - i tak po prostu po wszystkim wyszli. Narcyza płakała, a był to płacz tak donośny, że odbijał się echem od ścian. Pierwszy raz pozwoliła sobie na coś takiego w obecności innej osoby. Nie miała siły wstać, więc na czworaka podeszła do przyjaciółki Pottera. Hermiona, była zaskoczona, Narcyza zmieniła jej ubiór jednym zaklęciem.
Greyback wchodził w Narcyzę i wychodził z niej gwałtownymi ruchami obrzydliwie przy tym sapiąc i jęcząc, matka Draco nie próbowała się już wyrywać, ucichła, nie mając już siły oplotła go nogami w pasie i przerzuciła ręce na jego kark, poddała się jego woli. Była jak marionetka, tylko czasem popiskiwała kiedy gryzł ją w okolicy dekoldu i szyji. Kiedy było po wszystkim, a Greyback zapiął rozporek, Narcyza osunęła się po ścianie krwawiąc, kiedy wyłapała wzrok Granger, ze wstydem natychmiast poprawiła sukienkę, która była ubabrana w jej krwii. - Ubierz Granger na jutro tak jak lubię, niech mnie podnieci! - i tak po prostu po wszystkim wyszli. Narcyza płakała, a był to płacz tak donośny, że odbijał się echem od ścian. Pierwszy raz pozwoliła sobie na coś takiego w obecności innej osoby. Nie miała siły wstać, więc na czworaka podeszła do przyjaciółki Pottera. Hermiona, była zaskoczona, Narcyza zmieniła jej ubiór jednym zaklęciem.
- Tylko proszę, jakbyś miała wrócić do Nory, nie mów nic Draconowi. Rennervate.
- Co to znaczy jakbym miała?
- Ciii, bo jeszcze ktoś nas usłyszy. Muffliato. Nie martw się już podjęłam decyzję.
- Jaką? - Hermiona była zdezorientowana.
- Nieważne, dowiesz się w swoim czasie. Pomóż mi wstać - gryfonka z niechęcią zrobiła to, o co ją poproszono.
- Dz-dziękuję – rzuciła jeszcze Narcyza, wychodząc.
Hermiona zastanawiała się o co tej kobiecie chodziło.
Narcyza szła korytarzem, podtrzymując się ścian; już postanowiła.
- Pomogę jej za wszelką cenę - weszła do swojej komnaty i zatrzasnęła drzwi opierając się na nich. Pokój był średniej wielkości, ściany miał pomalowane na pastelową zieleń, a podłoga i meble były ciemne. Wszędzie paliły się świeczki, ponieważ nie było tu okna. Zamknęła drzwi i postanowiła.
- Muszę stworzyć świstoklika. Hmmm, gdzie ją przeniosę? Wiem! Do jakiejś mugolskiej wioski, blisko siedziby aurorów, Brixston będzie doskonałe. Może ona mi pomoże? Tak, tak, pokaże Draconowi to - zdjęła łańcuszek, na którym wisiało diamentowe serduszko- jej ukochana pamiątka od Andromedy i Belli, dostała ją jak poszła do Hogwartu. Nigdy się z nim nie rozstawała. Często jej malutki synek się nim bawił i znał go na pamięć.
- Dobrze - położyła przedmiot na toaletce.
- Portus Brixston - z jej różdżki wystrzelił snop niebieskiego światła. Ktoś dobijał się do drzwi.
- Narcyzo! Narcyzo! -Szybko założyła naszyjnik z powrotem.
- Już otwieram. Tak?
- Po co się zamykasz?
- Ohhh, przepraszam Lucjuszu - ten otworzył‚ drzwi tak gwałtownie, że straciła równowagę i upadła.
- Jesteś żałosna - podszedł do łóżka i położył się. Narcyza delikatnie usiadła obok, chciała mu zdjąć buty. Mimo, że go nienawidziła, nadal w jakimś stopniu go kochała. Kopnął‚ ją nogą w klatkę piersiową. Narcyza pisnęła.
- Hahahaha - zaśmiał się. Spojrzała na niego spod byka i wbiegła do łazienki. Odkręciła wodę pod prysznicem i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Miała poobijane ciało, najbardziej widoczne były wielkie sińce na ramionach i wewnątrz ud. Rzuciła na siebie zaklęcia maskujące. Podczas brania prysznica była załamana, nie wiedziała co z sobą zrobić.
Czuję się tak, jakbym świat odgadła
Już żadne ze słów nie ciśnie się do ust
Nie mówię nic, szarzeje moja postać
Nie wiem czy skończyć już
Nie wiem czy skończyć już
Czy jeszcze chwilę zostać
I nieważny jest już żaden gest
Nieważne żadne słowo jest
Już nic więcej nie liczy się
Poczujesz się tak, jakbym Ci świat ukradła
Już żadne ze słów nie padnie z twoich ust
Nie będziesz mógł patrzeć na naszą niemą rozpacz
I tak jak ja nie będziesz
I tak jak ja nie będziesz
Chciał tu dłużej zostać
I nieważny jest już żaden gest
Nieważne żadne słowo jest
Już nic więcej nie liczy się *
Ostrożnie podniosła kołdrę, tak by go nie obudzić. Tej nocy nie dane było jej zasnąć. Dręczyły ją koszmary i twarze ludzi, których kiedyś pomagała zabijać, teraz wie jak się czuli.
Następnego dnia obudziła się bardzo późno.
- Dziwne, że Lucjusz mnie nie obudził.
- Wygramoliła się spod kołdry i poszła się odświeżyć. Weszła do jadalni, okazało się, że skrzaty miały podać obiad za kilka minut. Było cicho, za cicho. Westchnęła, położyła łokieć na stole i złapała się za głowę. Dręczyły ja wspomnienia wczorajszego dnia oraz obawy, że nie podoła zadaniu.
- Muszę to zrobić, tylko jeden jest honor Blacków!
Usłyszała skrzypienie drzwi, spojrzała w tamtą stronę oraz wstała z miejsca.
- Witam, Alecto, Traversie, gdzie jest reszta?
- Lucjusz z Rabastanem i Fenrirem poszli poszukać eliksiru tojadowego.
- Dziękuję za informacje.
- Już nie pieprzcie, jestem głodny. Gdzie te kurewskie skrzaty?!
- Ty cały czas byś żarł - odgryzła się Alecto.
- Traversie, spokojnie...
- Zamknij się, jebać to. Wiecie ile ja dzisiaj zrobiłem? A ty sobie w tym samym czasie smacznie spałaś.
Na szczęście w tym samym czasie pojawiły się skrzaty i podały posiłek, który odbył się w niezbyt miłej atmosferze.
- Mam nadzieję, Adamie, że zaspokojenie żołądka nie zmniejszy twojej żądzy mordu. – zaskrzeczała brunetka. Narcyza się zakrztusiła, dziwnie na nią spojrzeli.
-Nic mi nie jest, kontynuujcie.
- Wracając do naszej gadki, bądź spokojna. Czystość krwi...
Dalszej części elokwentnej wypowiedzi Narcyzie nie chciało się słuchać, grzebała w swojej sałatce, straciła apetyt.
- Dziękuję, za posiłek - wstała i wyszła.
Nie pozwalano nikomu wchodzić na parter lub piętra, jednak ona lekceważyła ten zakaz. Na poddaszu, był mały schowek, który magicznie powiększyła. Odpływała w nim, miała tu swoje skarby- pędzle, farby, sztalugi, płótna.
Była w siódmym niebie, zatraciła się w przyjemności jaką dawało jej malowanie obrazów. Pojawiały się na nich piękne widoki i krajobrazy. Nim spostrzegła słońce zbliżało się ku horyzontowi.
Rzuciła wszystko, wyjęła z szufladki list do Lucjusza w którym postanowiła wyjaśnić mu kilka rzeczy w razie gdyby jej także udało się uciec. Wstąpiła do ich sypialni i położyła go na etażerce, wcześniej zaklinając tak, by się ujawnił‚ dopiero po opuszczeniu tej rudery. Weszła do salonu, wszyscy akurat świętowali, nie było tylko wilkołaka.
- Żono gdzie byłaś? - wstał i chwiejnym krokiem poszedł do niej.
- Lucjuszu, niepotrzebnie - Stracił równowagę, jednak go podtrzymała.
- Usiądź. Czekaj pomogę Ci.
- Taka żona to skarb!
,,Szkoda, że myślisz tak tylko wtedy, gdy jesteś nawalony" pomyślała.
- Miło z twojej strony.
- Ależ nie ma za co.
Travers przyglądał‚ się podejrzliwie.
- Luc, co ty dziś taki?
- Dzień dobroci dla zwierząt. Nawet Granger dostała dziś jeść, mimo, że nie obsypywałem jej komplementami.
- Zadziwiasz mnie.
- Ja sam siebie zadziwiam.
Wtedy ciężkim krokiem, cały ubłocony, ale z uśmiechem na twarzy, wszedł Fenrir.
- Ja zawsze dostaje to co chce, jednak pod drogą na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu spotkałem Złotego Chłopca z aurorami. Musiałem zwiewać, na szczęście udało mi się teleportować w ostatniej chwili. Teraz idę do szlamy, pewnie to jej szukają -odkręcił fiolkę i wypił jej zawartość. -Ktoś chce popatrzeć?
- Nie - odezwali się w tym samym czasie Alecto, Lucjusz, Rabastan.
- Ja może wstąpię jak będzie po - wtrącił Travers
- Nikt? Szkoda...
- Czekaj - Narcyza złapała Fenrira za ramię - Mogę iść z tobą? Proszę - zamrugała oczami i spojrzała na niego kokieteryjnie spod rzęs. Zdziwił się bardzo, czyżby po tych kilku razach się spodobało? Przyglądał się jej z nie małą przyjemnością.
- Cyziu, nie podejrzewałem, że masz takie skłonności. Ma większe jaja od ciebie Lucjuszu. Hahahaha!
- No bo ze mną przebywa! Hik. - zasnął. Wszyscy zaczęli się śmiać, oprócz Narcyzy, która pocałowała po raz ostatni policzek swojego męża, przynajmniej tak się jej wydawało.
- Śpieszmy się, niedługo moja przemiana.
Ich droga trwała w ciszy, Narcyza obróciła głowę by się mu przyjrzeć. Miał owalną twarz, pokrytą bliznami, wąskie usta, pod którymi miał schowane długie kły, spłaszczony nos oraz świecące zielone oczy. Zawsze ją zastanawiało, dlaczego przypominał swoją wilkołaczą postać, gdyż inni pobratymcy nie mieli takich cech. Nie był zwinny, ale nadrabiał to siłą. Słabo jednak posługiwał się różdżką, a takiej ignorancji nie znosiła. Wolała sprytniejszych, szybszych, inteligentnych, z manierami i nie tak okrutnych jak wszyscy śmierciożercy, choć sama nim była. Żałowała swojego wyboru sprzed lat, och jak bardzo żałowała.
Doszli do celu, Narcyza oprzytomniała, bo Greyback zaczął się zmieniać. Rósł na jej oczach, jego sylwetka stała się jeszcze bardziej umięśniona, jego włosy na głowie zanikały, a krótsze zaczęły pokrywać całe ciało, palce u dłoni i stóp wydłużyły się, paznokcie zmieniły kształt. Obok niej stał potwór, wystraszyła się. Jej serce zaczęło mocniej bić.
Krzyczała w umyśle ,,Teraz Narcyzo, teraz!". Wyjęła spod szaty różdżkę, drżały jej ręce. Jednak Greyback złapał drzwi, wyrwał wraz z zawiasami i odrzucił je na bok. Wbiegł do środka. Oprzytomniała słysząc mrożący krew w żyłach krzyk Hermiony. Zebrała się szybko w sobie i podążyła jego śladami. To co zobaczyła wmurowało ją w podłogę - wilkołak jedną ręką trzymał Granger za gardło, a drugą rozcinał jej suknię wraz z ciałem.
- Conjunctivitus! - Fenrir nie wiedział co się dzieje, oślepł. Puścił dziewczynę. -RICTUSEMPRA! - snop żółtego światła ugodził go w plecy i odrzucił. Udarzył w ścianę z ogromną mocą. Narcyza szybko podbiegła do Hermiony, wyjęła świstoklik i aktywowała go. Liczyła w myślach 10, 9, 8, 7, 6, 5 ...
- Uleczę cię jak tylko będziemy bezpieczne - wcisnęła jej różdżkę do ręki.
Nie wydaje mi się! - usłyszała za sobą głos Lestrange'a. - Levicorpus. Puściła naszyjnik. 3, 2, 1... Nim Rabastan zdążył się domyślić o co w tym wszystkim chodzi, Hermiona zniknęła.
Narcyza wiedziała czego się spodziewać, zakryła twarz rękoma. Ugodził ją prosto w brzuch, więcej już nie pamiętała straciła przytomność.
Tak oto Hermiona znalazła się w tym mugolskim domku, obolała, wykrwawiająca się. Popadła w bezsilność i obłęd, myślała, że wszyscy to jej wrogowie. Podciągnęła się na najbliższy fotel, chciała się wyciszyć, mimo końca katorgi nie czuła się bezpiecznie. Ktoś wszedł do pomieszczenia, krzyczała i rzucała zaklęciami na prawo i lewo.
-----------------------------------------------------------------------------W końcu skończyłam, ufff... to był dla mnie bardzo trudny rozdział do napisania.
* - Łzy- bez sensu, nie ważne
Przeczytałam całego twojego bloga na jednym wdechu! Fajnie piszesz! Nie moge się doczekać dalej akcji z Hermiona i synem Seva. Jestem strasznie ciekawa! Kiedy następny rozdział? Juz nie moge się doczekać. Szkoda że tak długo nie piszesz...
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń