Słyszała głos, bardzo cicho. Ktoś wbiegł, potem zadawał pytania, wszystko docierało do niej tak jakby z oddali. Po krótkim czasie ponownie zatraciła się we śnie, było już jej wszystko jedno. Nie zdawała sobie sprawy ile czasu minęło i znów się wybudziła.
- Patrzcie! Patrzcie!
Uchyliła ciężko powieki, światło ją raziło, ledwie była w stanie zasłonić ręką oczy. Obrazy widziała jak przez mgłę. Dostrzegła rudą i czarną czuprynę. Gdzie się znajdowała?
- Hermiona!
- C-co? Co? - dziewczyna, jakby ze strachu się przesunęła na koniec łóżka. - Ja-ja na-na-naprawde n-n-nie chciałam. - Zasłoniła twarz jakby spodziewała się uderzenia. Chłopcy spojrzeli na siebie, patrzyli z góry na brunetkę. Przenieśli pytający wzrok na staruszka, Dumbledore nie miał zwyczajowego uśmiechu na ustach, potrząsnął tylko ramionami.
- Hermiona? - Harry ponownie zwrócił wzrok w jej stronę. Ron poszedł śladem Harrego. Hermiona płakała.
- Co z nią? - Rudy jak zwykle zadawał głupie pytania.
Hermiona jeszcze nie spostrzegła, że ma przed sobą przyjaciół. Przyjęła pozycje obronną. Nagle zdała sobie sprawę, że nic się nie dzieje. Wytarła łzy, tym razem wzrok nabrał ostrości. Spojrzała na siebie, była ubrana w białą koszule sięgającą do kolan. Niepewnie podniosła głowę w stronę gości którzy mieli dość nieciekawe miny.
- Harry! Ron! - Błyskawicznie przytuliła ich obu naraz. Wzdrygnęła się czując ich dotyk. Chłopcy to wyczuli, ale w tej chwili nie chcieli poruszać tego tematu.
- Profesor Dumbledore - dziewczyna wyciągnęła rękę do swojego byłego dyrektora.
- Witam, witam. - dyrektor uśmiechnął się. Chciał utrzymać z nią kontakt wzrokowy, jednak ta odwróciła głowę.
- To miejsce przypomina mi szpital.
- Bo to jest szpital. - Harry użył swojego karcącego tonu. Wtedy weszła starsza pielęgniarka.
- Już, już! Koniec widzenia. Pacjentka musi nabrać sił i odpocząć!
- Nie dosć spała?
- Nie pyskuj panie.... Eeee.
- Weasley.
- Panie Weasley, dziewczyna dopiero co przebudziła się ze śpiączki.
- Chwila, chwila. - Hermi pisnęła - Ze śpiączki?
Harry pokiwał‚ głową twierdząco.
- O nie, który dzisiaj jest?
- 12 luty.
- To znaczy, że straciłam miesiąc życia?
- Tak, dokładnie.
- Dobrze, państwo muszą już wyjść - dała znak pomoc medyczna. Kiedy pożegnali się ze znajomą, Ron jeszcze zdążył krzyknąć przez ramie.
- Ginny nie mogła przyjść, kazała ci się trzymać! Papa!
- Pa Ron! - dodała na zakończenie, nie dała po sobie tego poznać, ale zmęczyła ją ta wizyta. Podwinęła ostrożnie piżamę, zobaczyła tam dużą bliznę, ciągnącą się od biodra do żeber, przymknęła oczy, a po jej policzku spłynęła łza.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No, przynajmniej 1 komentarz :D JESTEM SZCZĘŚLIWA xd tak niewiele mi trzeba, po chociaż 1 następnym komentarzu dodaje kolejną notkę. Nie wiem kiedy, ale dodam. :P
Tak jak już pisałam wcześniej bardzo podoba mi się twój blog i będę go odwiedzać. Rozdział bardzo mi się podoba. Życzę weny Paulina ;-)
OdpowiedzUsuńKiedy pojawi się coś nowego?
OdpowiedzUsuń21 year old Sales Representative Jedidiah Croote, hailing from Igloolik enjoys watching movies like Song of the South and Table tennis. Took a trip to Catalan Romanesque Churches of the Vall de BoíFortresses and Group of Monuments and drives a Maserati Tipo 61. wazne strony
OdpowiedzUsuń