Dziękuje mojej przewodniczce dusia2191 :3
-----------------------------------------------------------
Rozdział II
W domu państwa Weasley panowała od kilku miesięcy niezwykła cisza. Wiele dni czekania, czekania na jakąkolwiek wiadomość od Hermiony Granger. Nawet Fred i George byli załamani, jeden z nich nadal nosił żałobę po Katie Bell (zginęła w bitwie ostatecznej), a drugi starał się wspierać brata. Lecz ostatnimi czasy ta nicość pogłębiła się.
Tuż po starciu, które odbyło się dokładnie 6 miesięcy temu rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej (no oprócz bliźniaków). Cała rodzina świętowała, że nikt z najbliższych nie zginął. Harry nawet w Halloween oświadczył się Ginny, która z entuzjazmem przyjęła pierścionek. (Rodzice Ginny zgodzili się na to, pod warunkiem, że dziewczyna skończy szkołę). Mimo wszystko
w Norze panowały różne nastroje, żałoba i radość przeplatały się wzajemnie.
To właśnie wtedy tych dwoje zrozumiało, że są tylko i tylko przyjaciółmi- Hermiona i Ron.
- Hermionooo… Czy ty mnie kochasz?
- yhym Ron… Nie przeszkadzaj mi w czytaniu…
- Herm… Muszę ci coś bardzo ważnego powiedzieć. – Ron złapał za rękę Hermionę i nieco zmusił do patrzenia sobie w oczy. Dostrzegł w nich strach. – Hermiono. Wiem, że to może zbyt wcześnie… - jej oczy robiły się coraz większe. – Na zerwanie… Ale-nie-kocham-ciebie! – Ron szybko wymówił to zdanie.
- Możesz powtórzyć? Ale proszę, troszeczkę wolniej.
- No, bo… Ten… Teges… Tak jakby… No... Nie kocham cię, na czy… Kocham – poprawił się szybko - ale jak siostrę.
- Ufff… No całe szczęście, a już myślałam, że chcesz żebym za ciebie wyszła, lub znowu namawiasz mnie na spędzenie z tobą wspólnej nocy. Nie obraź się Ron, ale tak jak ty już od jakiegoś czasu chciałam ci powiedzieć, że nasz związek nie ma przyszłości… lecz nie miałam odwagi…
- To, co? Przyjaciele?
-Przyjaciele- Hermiona wtuliła się w ramię, już nie chłopaka, a z powrotem przyjaciela.
- Jak za starych dobrych czasów, no nie Ron?
- No…
( Zapanowała niezręczna cisza)
- Ron?
-Tak?
- Kto?
- Co kto?
- No, dla kogo mnie zostawiłeś?
- Aaaa… To… Skąd ten pomysł, że dla kogoś cię zostawiłem?
-Ron, znam cię od dawna, mi możesz powiedzieć, wiesz przecież, że mimo wszystko, nie obrażę się.
- No, więc wiesz…
- Yyy, nie, nie wiem Ron.
- Lavender
- Znowu? Zdajesz sobie sprawę, że nie będziesz miał od niej spokoju.
- Ona się zmieniła…
-Kto Brown? Daj spokój, przecież to hipokrytka.
- Jej siostra… Ona zmarła, w Mungu. Była aurorem, na skutek ciężkich ran… To wydarzenie... jest po prostu inna.
- Ohhh!! Wybacz Ron. Nie wiedziałam.
- Nic nie szkodzi. Nie rozmawiajmy o tym. To co idziemy? Trzeba wszystkim powiedzieć, że zerwaliśmy. – Rudzielec wstał z kanapy i szarmancko zaoferował jej ramie.
- Oczywiście.
Cała kuchnia ucieszyła się widząc parę która schodząc wspólnie ze schodów, trzymała się pod rękę.
- Uwaga, uwaga! Chcieliśmy coś ogłosić! – Hermiona z udawanym uwielbieniem patrzyła na swojego już ex-chłopaka. Rodzice Rona Uśmiechnęli się pobłażliwie. Jednak Harry i Ginny spoglądając na siebie wymienili zaniepokojone spojrzenia, wiedzieli, że oni tworzą niezwykle niedobraną parę.
- Teraz ja Ron. - odezwała się Hermiona – Postanowiliśmy…Chwila budująca napięcie…
-Się rozstać!- Ron dokończył ze spokojem.
Na wszystkich twarzach oprócz Ginny i Harrego, którzy westchnęli z ulgą, malował się szok, niektórzy nie wierzyli, myśleli, że to żart. Mylili się. Po pewnym czasie Molly podeszła do Mionki.
- Pamiętaj! To, że nie będziesz moją synową, bo tego się spodziewałam…- zmarszczyła brwi- Nie upoważnia cię do tego, żebyś nie przychodziła na niedzielne obiady. A z resztą mam jeszcze kilku wolnych synów. - Puściła do niej oczko - Ja z Arturem zawsze traktowaliśmy cię jak drugą córkę… Flegma się nie liczy- Dodała szeptem – A Ginny zawsze chciała mieć siostrę. Pamiętaj o nas!
- Dziękuje! Kocham was wszystkich jak rodzinę. To niczego nie zmienia.
Mimo wszystko, od tamtego czasu sporo się zmieniło. Hermiona przychodziła na każdy niedzielne spotkanie przez ok. 3 miesiące. Potem kontakt z nią nagle się urwał, nie dawała znaku życia nawet Harrymu i Ronowi. Przyjaciele się zamartwiali, Harry jako główny auror po kolejnych 2 tyg. jej nieobecności postanowił zaangażować cały departament w poszukiwania. Znaleziono ją troszeczkę później, jej stan był krytyczny.
A tak wygladała Hermionka siedząc przy tym kominku :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Podziel się swoją opinią!:)