wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział VII

Albus siedział przy biurku, wypełniając  ważne papiery z Wizengamotu. Po bitwie, w której nie miał zaszczytu wziąć udziału, jego ręce były pełne roboty. Jego ręka nadal nie była w pełni sprawna. Nagle przez drzwi wbiegł wielki, srebrny jeleń i przemówił głosem Harrego Pottera:
- Dyrektorze, jesteśmy przy bramie Hogwartu. Mamy ważną sprawę, ja i Ron - Albus wstał. Miał już iść, gdy na twarzy wpełzł mu uśmieszek. Wyczarował swojego patronusa wysyłając go do Minewry.
  - Minni, to znaczy Minewro, przed bramą mam gości, przyprowadź mi ich.
 „Trzeba korzystać ze stołka, co ja jestem” - pomyślał i znów oklapł na fotelu.
 Harry i Ron aportowali się przed bramy Hogwartu i wysłali wiadomość. Po chwili w ich stronę szła McGonagall.
- Dzień dobry - przywitali się chłopcy.
- Jaki dzień? - Nauczycielka transmutacji uśmiechnęła się do byłych uczniów - To był żart.
Harry i Ron wymienili się spojrzeniami. Po czym Ron szepnął:
 - Jaki suchar!
Harremu jednak nie było do śmiechu, myślał o Hermionie. Przeprawa przez błonia zajęła im trochę czasu.
– Trzeba powiedzieć Hagridowi, żeby odśnieżył… Jak zwykle wszystko na mojej głowie. I jak tam chłopcy w pracy? - Minewra nagle zmieniła temat.
- Aaa, wszystko w porządku, jak tak dalej pójdzie, nie będę już musiał siedzieć w rezerwie. Będę zawodowym obrońcą Armat Chudleya!
- Wyśmienicie, wyśmienicie Ron. A ty Harry?
- U mnie nie jest kolorowo. Brakuje nam trochę Kingsleya, ale przecież on teraz jest ministrem magii. Prowadzę sprawę, ale to tajne. Przykro mi...
- A co u Hermiony? - jej twarz jakby posmutniała - Czy ona..?
- My właśnie w tej sprawie - odezwał się Rudy.
W tym momencie weszli do zamku.
- To ja pójdę dalej patrolować korytarze, myślę chłopcy, że traficie. Powodzenia - skinęła głową i ruszyła w stronę Wielkiej Sali. - A i jeszcze jedno - odwróciła głowę. Hasło do gabinetu to ,,pychotka dla kotka" - po chwili była już daleko.
-Hahaha - Harry i Ron po wstrzymaniu śmiechu po chwili wybuchli. Ron rechocząc mówił
- Pychotka, hahaha - próbował złapać oddech- dla kotka! Nie mogeee...
Harry tez trząsł się ze śmiechu, wypadł mu z głowy cel wizyty.
- To zbieg okoliczności, czy mi też się zdaje, że to ma jakiś związek z postacią animagiczną McGonagall? Hahaha.
- No jasne, nie tylko tobie stary - Ron poklepał przyjaciela po ramieniu. - Nie tylko tobie...
Zanim się obejrzeli byli już pod gobelinem prowadzącym do drzwi gabinetu byłego dyrektora.
- Pychotka dla kotka! - wykrzyknęli razem, po czym złapali się za boki.
- Proszę! - Dumbledore wstał.- Witam moi drodzy - podał rękę chłopcom. - Tak się cieszę, że was widzę. Szkoda tylko, że nadal nie w komplecie. Co was do mnie sprowadza? - popatrzył na dziwnie wyglądające, czerwone twarze swoich gości i uśmiechnął się ze zrozumieniem.
Nagle Harry spoważniał i zbladł, a raczej wrócił do swoich naturalnych kolorów.
- Mamy dobą i złą nowinę
- Zacznijmy od dobrej...  Ronaldzie poczęstuj się proszę, widzę jak się wpatrujesz w te łakocie. - Ron spalił raka i sięgnął po musy świrusy.  „W niektórych rzeczach ludzie nadal są tacy sami jak na początku” pomyślał Dumbledore.  - Na czym skończyliśmy? - tym razem na głos wypowiedział swe myśli.
- Hermiona się wybudziła! - Harry zaczął. - Ale nie miałem jeszcze okazji się z nią zobaczyć...- tu spojrzał na rudzielca.
- Świetnie! Zakon znów odzyska świetny umysł! A ta zła?- Tym razem zwrócił się do Weasleya.
- Gdy pfylem z lafffendel
- Możesz na początku przełknąć, a potem zacząć opowiadać? - zielonooki pokazał rząd bielutkich zębów.
Ron potrzebował chwilki na ogarniecie się i zaczął.
- Gdy byłem z Lavender u Hermiony ta nagle podniosła ciężko powieki. Lav to zauważyła, i szybko pobiegliśmy po lekarza. Ten przyszedł, po raz kolejny użył zaklęcia diagnozującego i pytał Hermionę czy coś ją boli. Ta tylko lekko skinęła głową twierdząco, jest tylko w stanie wykonać tę czynność. Jeżeli zaprzecza to w ogóle się nie rusza. Jest tak osłabiona, że z trudem cokolwiek przełyka.
- Oj to nie dobrze... - Dumbel poprawił się na fotelu - Miejmy nadzieje, że wyzdrowieje jak najszybciej.
- To ja może pójdę zobaczyć co z nią... Dawno mnie tam nie było
- Harry spójrz na godzinę... Myślę, że wszyscy powinniśmy ją odwiedzić jutro.. Co powiecie o godz. na godzinę 10?
- Mnie pasuje, a tobie Ron?
- Też... Czy Ginny też może pójść z nami profesorze?
- Myślę, że to jednak niemożliwe. Przykro mi, ona ma teraz mnóstwo nauki i zbliżają OWUTEMY i ostatnie co jej potrzeba to dodatkowy stres. To co? Do zobaczenia?
- Dobranoc panie dyrektorze!
- Jaki znowu dyrektor? Mówcie mi Albus.
- To do zobaczenia jutro prof… yyy…. Albusie.
- Do widzenia!
--------------------------------------------------------------------------------
Nie było mnie przez pięć dni, byłam w Kazimierzu Dolnym. Mówię wam epickie miasteczko ^.^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią!:)